Typowej singielki – rad kilka ( cz.1)
Kojarzysz piosenkę „ All you need is love”? Pomyśl, kto w dzisiejszych czasach nie potrzebuje
miłości? Moim zdaniem, każdy w głębi duszy pragnie jej bardziej niż
czegokolwiek innego. Jak wyjaśnić tą wewnętrzną potrzebę ? Według mnie, musisz
przede wszystkim zrozumieć, że jest to jedna z
nieodłącznych sfer naszego życia i prędzej, czy później, mówiąc
kolokwialnie, dopadnie też Ciebie. Nie warto jej unikać, mimo że nie zawsze
wszystko potoczy się po Twojej myśli.
Przykładowo, może osoba, którą tym razem odrzucisz okaże się być miłością życia . Pomyśl, czy chcesz takie zakochanie przegapić. Nikt nie każe Ci od razu wychodzić za mąż, czy rezygnować z rzeczy, które robisz będąc singlem, po prostu skorzystaj z szansy spróbowania czegoś nowego. Myślisz pewnie, że mówię tak, ponieważ moje życie uczuciowe kwitnie i polecam je każdemu, bo jestem zaślepiona miłością. Nie do końca, w tym z resztą tkwi sekret pisania tych „wypocin” z dystansem. Może teraz, dla urozmaicenia, trochę o mnie. Mam 20 lat, studiuję na UJ, mieszkam w Krakowie i jak już wspominałam, jestem singielką . Czy z wyboru? Zdecydowanie nie. Nie jedna osoba pewnie mi zazdrości takiego życia. Mimo tego, że mam naprawdę dużo i pozornie nic mi nie brakuje, czuję wewnętrzną potrzebę bliskości, minimalnej dawki czułości. Na co dzień staram się nie zwracać na to uwagi, zajmując się czymś innym. Ile można, będąc samą, patrzeć na zakochane pary, nie zazdroszcząc Im choć trochę? Nie wiem, czy masz tak samo, ale ja , raz na jakiś czas nie wytrzymuję. Dobrze w takich chwilach, mieć na kogo liczyć. Rozmowa z osobą, która nie wyśmieje Cię, nie nazwie Cię desperatką, czy nie każe znaleźć sobie jakiegoś ciekawszego zajęcia, może zdziałać naprawdę dużo i pomóc zapomnieć o Twojej „ pseudo-samotności” choć na chwilę .Ale co zrobić, jeśli osoba, z którą rozmawiasz na temat swoich uczuć, niemalże codziennie, z czasem sama stanie się obiektem tych tłumionych w środku serducha tchnień ? Nic prostszego. Wiem, że nie każdy ma na tyle odwagi, by zdobyć się na szczerą rozmowę, ale pomyśl, co właściwie masz do stracenia? Jeszcze kilka miesięcy temu, sama bym się wahała, ale uwierz, nie ma lepszego uczucia niż to, które towarzyszy Ci po wyrzuceniu z siebie wszystkiego co siedzi głęboko w środku. Nawet jeśli osoba, której przyznasz się do swoich uczuć, nie do końca zachowa się tak jakbyś tego oczekiwała, to bedziesz czuła ogromną ulgę, że nie musisz już tego w sobie dalej nosić. Odrzucenie to jedyny minus, którego dopatrzyłam się w tej sytuacji. Myślę, że warto zacytować w tym miejscu trafne, jak dla mnie, stwierdzenie, że „ kto nie ryzykuje, szampana nie pije”. Mam do Ciebie małą prośbę, pomyśl, ale tak teraz, w tej chwili, czy może być gorzej niż w tym momencie? Skoro czytasz to „mini-kazanie”, prawdopodobnie znalazłaś się w podobnej sytuacji i oczekujesz, że powiem Ci jak możesz rozwiązać swoje problemy. Nie chce oceniać, czy trafiłaś dobrze, czy źle, ale pamiętaj, że podstawą do jakichkolwiek dalszych kroków jest rozmowa. Być może, czytałaś już o tym na wielu innych stronach czy forach. Ciężko jest mi powiedzieć czemu wszyscy piszemy o tym samym. Jedynym czego jestem w stu procentach pewna , jest to, że w moim wypadku to pomogło. Na koniec tego wpisu powiem tylko, że mam w zanadrzu kilka fajnych sposobów na wyjście z takiego „friendzone ” . Jeśli chcesz je poznać, zapraszam Cię tu serdecznie za tydzień.
Przykładowo, może osoba, którą tym razem odrzucisz okaże się być miłością życia . Pomyśl, czy chcesz takie zakochanie przegapić. Nikt nie każe Ci od razu wychodzić za mąż, czy rezygnować z rzeczy, które robisz będąc singlem, po prostu skorzystaj z szansy spróbowania czegoś nowego. Myślisz pewnie, że mówię tak, ponieważ moje życie uczuciowe kwitnie i polecam je każdemu, bo jestem zaślepiona miłością. Nie do końca, w tym z resztą tkwi sekret pisania tych „wypocin” z dystansem. Może teraz, dla urozmaicenia, trochę o mnie. Mam 20 lat, studiuję na UJ, mieszkam w Krakowie i jak już wspominałam, jestem singielką . Czy z wyboru? Zdecydowanie nie. Nie jedna osoba pewnie mi zazdrości takiego życia. Mimo tego, że mam naprawdę dużo i pozornie nic mi nie brakuje, czuję wewnętrzną potrzebę bliskości, minimalnej dawki czułości. Na co dzień staram się nie zwracać na to uwagi, zajmując się czymś innym. Ile można, będąc samą, patrzeć na zakochane pary, nie zazdroszcząc Im choć trochę? Nie wiem, czy masz tak samo, ale ja , raz na jakiś czas nie wytrzymuję. Dobrze w takich chwilach, mieć na kogo liczyć. Rozmowa z osobą, która nie wyśmieje Cię, nie nazwie Cię desperatką, czy nie każe znaleźć sobie jakiegoś ciekawszego zajęcia, może zdziałać naprawdę dużo i pomóc zapomnieć o Twojej „ pseudo-samotności” choć na chwilę .Ale co zrobić, jeśli osoba, z którą rozmawiasz na temat swoich uczuć, niemalże codziennie, z czasem sama stanie się obiektem tych tłumionych w środku serducha tchnień ? Nic prostszego. Wiem, że nie każdy ma na tyle odwagi, by zdobyć się na szczerą rozmowę, ale pomyśl, co właściwie masz do stracenia? Jeszcze kilka miesięcy temu, sama bym się wahała, ale uwierz, nie ma lepszego uczucia niż to, które towarzyszy Ci po wyrzuceniu z siebie wszystkiego co siedzi głęboko w środku. Nawet jeśli osoba, której przyznasz się do swoich uczuć, nie do końca zachowa się tak jakbyś tego oczekiwała, to bedziesz czuła ogromną ulgę, że nie musisz już tego w sobie dalej nosić. Odrzucenie to jedyny minus, którego dopatrzyłam się w tej sytuacji. Myślę, że warto zacytować w tym miejscu trafne, jak dla mnie, stwierdzenie, że „ kto nie ryzykuje, szampana nie pije”. Mam do Ciebie małą prośbę, pomyśl, ale tak teraz, w tej chwili, czy może być gorzej niż w tym momencie? Skoro czytasz to „mini-kazanie”, prawdopodobnie znalazłaś się w podobnej sytuacji i oczekujesz, że powiem Ci jak możesz rozwiązać swoje problemy. Nie chce oceniać, czy trafiłaś dobrze, czy źle, ale pamiętaj, że podstawą do jakichkolwiek dalszych kroków jest rozmowa. Być może, czytałaś już o tym na wielu innych stronach czy forach. Ciężko jest mi powiedzieć czemu wszyscy piszemy o tym samym. Jedynym czego jestem w stu procentach pewna , jest to, że w moim wypadku to pomogło. Na koniec tego wpisu powiem tylko, że mam w zanadrzu kilka fajnych sposobów na wyjście z takiego „friendzone ” . Jeśli chcesz je poznać, zapraszam Cię tu serdecznie za tydzień.
Komentarze
Prześlij komentarz